czwartek, 14 stycznia 2016

1. ✿ Tanie nie znaczy złe ? Test tanich kosmetyków #1 ✿

Witajcie ! 




Z racji, że ostatnie wpisy dziwnym trafem mi się "usunęły"...
Tak, głupawe wytłumaczenie, ale jednak :( Postanowiłam, że mimo wszystko spróbuję "strzelić" coś na bloga raz jeszcze. Może akurat fotki się nie usuną, wpis będzie miał sens, a blog będzie mógł być przeze mnie kontynuowany. 



Dziś chciałabym powiedzieć kilka słów o tanich kosmetykach, które przetestowałam, 
a właściwie testuję dalej. Czy istnieje ktoś, kto nie lubi tanich i DOBRYCH kosmetyków,
 które nota bene są dostępne w zasięgu ręki? 
Lubię takie tematy z tego względu, że zawsze możemy coś podpatrzeć, porównać opinie 
i przede wszystkim- skorzystać z porad. 

Debiut tych kosmetyków "na żywo" możecie znaleźć tutaj: 


zapraszam gorąco :)




A teraz przyjrzyjmy się im bliżej.



Pamiętaj, że jest to moja subiektywna opinia. 
To, że kosmetyk nie sprawdził lub sprawdził się mi, nie oznacza, że nie posłuży lub posłuży Tobie :) 



Lovely nude make up kit

cena: około 12 zł.
moja opinia: 8/10 (biorąc pod uwagę rownież cenę produktu)



Świetna paleta w świetnej cenie. Wycudujecie nią wiele fajnych makijaży. 
Mamy tu zdecydowanie przewagę cieni z drobinkami, choć mają one fajne z lekka satynowe też wykończenie. Nie są tak nachalne, jakby się to wydawało na pierwszy rzut oka :) Jedynie brakuje mi tu choć jednego ciemnego koloru matowego. Np. jakiś ciemny brąz, który posłużyłby nam w załamaniu. 
Ale nie czepiajmy się na siłę :P Nie jestem pewna co do trwałości, nie mogę postawić konkretnej diagnozy, bo zwyczajnie nie testuję jej tak bardzo długo. 
Na bazie maybelline collor tatoo utrzymują się bardzo fajnie i bardzo fajnie też się rozprowadzają i miło się z nimi pracuje. 
Myślę, że z każdą sprawdzoną bazą będą współpracować. Z czystym sumieniem polecam Wam tę paletkę, ze względu też na to, że mimo braku matów jesteśmy w stanie stworzyć na prawdę fajny dzienny makijaż. Póki co cienie, których używałam nie osypywały mi się a pigmentacja jak na tę cenę jest na prawdę fajna. Nie możemy też wiele wymagać od tego produktu, jednakże na moich powiekach sprawdziła się bardzo dobrze :) 


My Secret satin touch kohl

cena: około 6 zł.
moja opinia: 10/10




Essence longlasting eye pencil

cena: około 9 zł
moja opinia: 9/10


Bardzo fajne kredki o bardzo fajnym wykończeniu.
Nie są zbyt twarde, ani za miękkie, co bardzo sobie cenię. 
Cielista kredka My Secret, która idealnie nadaje się na linie wodną totalnie skradła moje serce i jest chyba codziennym "składnikiem" mojego makijażu. Nadaje się świetnie na linie wodną, jak i na rozświetlenie kącika wewnętrznego. Nie jest zbyt mocna, ma typowy cielisty kolor, utrzymuje się w miare długo, nie wygląda sztucznie. Na prawdę ogromny plus dla My Secret, cena jest niczym w porównaniu do jakości. Jak widać, nie trzeba płacić 40 zł. lub więcej za dobrą kredkę. 
Można wydać 6 :). 
Podobnie druga kredka, czyli Essence long lasting eye pencil robi to, co powinna robić dobra czarna kredka. Dlaczego 9/10 ? A po prostu dlatego, że mimo wszystko miałam już sporo kredek czarnych, które szczegółami dosłownie przewyższają jakość tej z Essence. Np, są bardziej trwałe, lub wygodniejsze w użyciu. Tak czy siak, kredka z Essence dobrze się nakłada, nie rozmazuje, nie uczula, a kolor jest intensywny. Znacie to uczucie, gdy malujecie linie wodną "15 minut", a nie ma mimo to na niej żadnego koloru? Tutaj taka sytuacja nie ma prawa wystąpić.
Kupcie i przetestujcie, a nie zawiedziecie się :) .






catrice fading into down 

cena: około 16 zł
moja opinia: 10/10


Miodzio ! 
Świetne, subtelne rozświetlenie w połączeniu z pięknym nienachalnym, dziewczęcym, a zarazem kobiecym różem. Po prostu wspaniale podkreśla policzki i rozświetla w taki sposób, że nie musimy sięgać po żaden inny produkt rozświetlający. ( Chyba, że oczekujemy porządnego błysku! )
Zakochałam się w tym odcieniu, wydaje mi się, że również bardzo odpowiada mojej urodzie. Od chwili nałożenia na tyle go polubiłam, że co dzień go używam. 
Cena jest nieco wyższa od pozostałych kosmetyków, jednak za tak dobry róż, który nie pozostawia plam i również mimo sporych drobinek wygląda naturalnie... no cóż więcej mogę?
POLECAM.




Essence get big lashes volume boost

cena: 10 zł.
moja opinia: 2/10


Za duża szczota, za mało efektów. 
Poza ogromną szczotą, którą niekoniecznie lubię tusz właściwie nic nie robi z moimi rzęsami.
Nadaje bardzo naturalny efekt, stąd 2 pkt, jednakże nic poza tym. 10 zł. to nie dużo, jednak w tej cenie mamy wiele innych, lepszych tuszy. 
Nie ma też tak wiele mankamentów, bo co prawda nie skleja rzęs, nie odbija się itp. Jednakże też nic z tymi rzęsami nie robi. Ani nie pogrubia, ani nie wydłuża, jedynie w miarę rozdziela, a nie do końca takie mam oczekiwania, jeśli chodzi o podkreślanie rzęs.  



Na szczęście tylko jeden z moich ostatnich "tańszych" nowości stał się klapą. Mimo wszystko utrzymuję przekonanie, że tanie również jest dobre, a nawet bardzo dobre. :)







Dziękuję za uwagę i pozdrawiam gorąco ! 















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz